Utrata mojego najlepszego przyjaciela

Nasze zwierzaki to coś więcej niż „tylko zwierzęta”.

Nie ma go jeszcze.

Ale on wychodzi, a to łamie mi serce w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Uważam się za szczęściarza, ponieważ mam 25 lat i jest to pierwsza wielka strata, z jaką musiałem się zmierzyć. Ale powiedziawszy to, nie sprawia, że ​​czujesz się łatwiej w tej chwili.

Każdy, kto nigdy tak naprawdę nie kochał zwierzaka, pomyśli, że ten artykuł jest niedorzeczny. Ale jeśli rozumiesz, skąd pochodzę, pisząc to, bardzo mi przykro. Ponieważ jest to jedno z najgorszych uczuć, jakie świat ma do zaoferowania.

Sięgnij po tę kocimiętkę!

Eddie jest jednym z tych zwierząt domowych, które są bardziej ludzkie niż zwierzęta. Jest to oczywiste dzięki inteligencji jego spojrzenia i intuicji oraz sposobowi, w jaki reaguje na mnie, swoją Wybraną Osobę i na to, jak codziennie ze mną współdziała. Zwierzęta takie jak Eddie są powodem, dla którego setki lat temu wymyślono termin „znajomy” - magiczne zwierzaki, które łączą się na poziomie duchowym z wybraną osobą. Zwierzęca bratnia dusza w dosłownym tego słowa znaczeniu.

W zeszły piątek zabrałem mojego kota Eddiego do weterynarza. Od dwóch miesięcy spada. Najpierw jedz mniej, potem wcale nie jedz. Nie używał swojej kuwety inaczej niż siusiu, stawał się coraz bardziej ospały i całkowicie tracił iskrę, którą zwykł się zachowywać. Wykonali zdjęcie rentgenowskie i badanie krwi, a weterynarz wrócił z wyrazem twarzy, którego na początku nie mogłem zrozumieć. Powiedziała, że ​​ma najgorszy przypadek zaawansowanej choroby wątroby, jaką kiedykolwiek widziała w całej swojej karierze. Tam również istnieje duża szansa na raka (w oparciu o jego inne poziomy) i że ona jest naprawdę zszokowana tym, jak dobrze on wciąż chodzi i unosi głowę.

Kiedy to mówiła, i chwilę później, kiedy bełkotała na mnie żargon weterynaryjny, który staram się przetworzyć, poczułem dosłownie szarpiące odczucia w mojej klatce piersiowej, tuż pod mostkiem. Moje serce trzepotało jak ryba na lądzie lub ptak próbujący wydostać się z klatki.

Złamanie serca. Tak to było.

Jedna z naszych wielu przejażdżek samochodowych.

Eddie był zbłąkany, którego spotkałem w 2010 roku, podczas bardzo samotnego lata między moim gimnazjum a liceum. Głodował i pokryty kleszczami. Zacząłem wydawać mu jedzenie, mimo kary od mojego taty (z którym wtedy mieszkałem), ponieważ mieszkaliśmy na wsi, a jedzenie to przyciągało opos i skunksy. Zignorowałem to i ciągle go karmiłem, aż w końcu zaczął mi ufać na tyle, że mógłbym go głaskać. Potem udało mi się wciągnąć go na schody prowadzące do naszego mieszkania, a potem w końcu zaczął pozwalać mi ściągać kleszcze z jego twarzy i ciała za pomocą szczypiec. Przybierał na wadze, stawał się lśniący i silny, i co jakiś czas widziałem, jak krąży po lesie za oknem mojego pokoju. Dzwonię do niego, a on w końcu rozpoznaje mój głos i biegał po budynku do moich drzwi, by znaleźć więcej przytulanek i krokietów. Cały proces zdobywania tego poziomu zaufania trwał około roku.

Następnej zimy zacząłem go przemycać do mojego pokoju, podczas gdy mój tata nie patrzył, aby mógł pozostać z dala od zimna.

Zimą po tym, w wyjątkowo porywającą styczniową noc po powrocie z pracy do domu, Eddie rozpoznał mój samochód, gdy wjechałem na parking i przejechał między nami przez pole kukurydzy, nie wahając się ani chwili, gdy otworzyliśmy przód drzwi i zszedł po schodach. Nigdy więcej nie próbował odejść. Jasne, wypuściłbym go, gdy nadejdzie cieplejsza pogoda. Ale zawsze był z powrotem na słońcu na kolacji i nocnych przytulankach. Podobnie jak w zegarku, wrócił do domu, gdy niebo zaczęło purpurowac, ​​a słońce było już prawie pod horyzontem. W końcu przestał wychodzić na zewnątrz, zamiast tego po prostu usiadł na moim łóżku i wyglądał przez okno w klimatyzowanym, komfortowym dla kota pomieszczeniu.

Netflix i relaks z bae.

To było całe lata temu, ale od tamtej pory jest ze mną. Nawet przez lata, kiedy podskakiwałem między sytuacjami życiowymi, on przychodził ze mną. Stał się świetny w jeździe samochodem, osiadając na moich kolanach i zachowując spokój, dopóki tam byłem. Dosłownie był jak oddzielna część mojego serca żyjąca poza mną przez większą część ostatniej dekady. Wiem, że to brzmi dramatycznie, ale to absolutna prawda. Jeśli masz zwierzaka, z którym się związałeś, będziesz wiedział, co mam na myśli. On nie jest „tylko kotem”. Jest w domu. Mój dom. Widział wszystkie upojenia, oczyszczenia i brzydkie chwile. Po ciężkim bulimicznym dniu usiadł obok mnie na podłodze i pocieszał mnie swoim miękkim, pachnącym futrem. Rozśmieszył mnie i czuł się kochany w chwilach, gdy radość i wszystko, co się z nią wiąże, wydaje się czymś, czego nigdy więcej nie doświadczę.

Był moją linią życia. Jedyny stały jasny punkt w moim życiu w ciągu ostatnich 8 lat.

A teraz umiera. Zaawansowana niewydolność wątroby. Jego futro jest przerzedzone i stonowane, a on nie jest już mocnym, pocieszającym ciężarem na moich plecach, kiedy śpię każdej nocy. Szybko stracił na wadze, nadając mu zwiędłe spojrzenie, które wywołuje mdłości za każdym razem, gdy go widzę lub przesuwam dłoń wzdłuż jego kręgosłupa i ramion. Jego niejednolite futro nie do końca ukrywa żółtą skórę poniżej - żółtaczkę przed niewydolnością wątroby. To takie złamane serce.

Weterynarz dał mi dwie możliwości, z zastrzeżeniami dookoła każdego z nich. Mój pierwszy wybór to:

Mogę kontynuować leczenie i leczenie, chociaż byłoby to intensywne, kosztowne i mało prawdopodobne, aby działało na tym etapie niepowodzenia.

Lub,

(I to ona poleciła)

Mógłbym wybrać eutanazję. Ponieważ chociaż „zdarzają się cuda” (ponownie, jej słowa), jest mało prawdopodobne, aby Eddie mógł się z tego zregenerować. A próba leczenia tego może po prostu przedłużyć jego cierpienie.

Weterynarz powiedział, że nie musiałem dokonywać żadnych wyborów tego dnia i nie zrobiłem tego. Przepisała pigułkę przeciw nudnościom, sterydowi i trochę wysokokalorycznego jedzenia dla kotów, które próbuję nakarmić go zakraplaczem. Mamy umówiony termin na nadchodzący piątek, w którym to momencie mam nadzieję, że będę miał emocjonalną siłę do podjęcia właściwej decyzji. Zwłaszcza, że ​​w tej chwili nie wiem, co jest właściwe.

Zniszczenie jednej z jego zabawek. Ten chłopiec gra mocniej niż jakikolwiek kot, jaki kiedykolwiek miałem!

Ponieważ wydaje się, że trochę lepiej radzi sobie z tymi dwoma lekami, nadal jest bardzo chory. On je więcej, dzięki lekom przeciw nudnościom, ale to nie wystarczy. Kilka jego chrupiących krokietów dziennie i odrobinę rozwodnionego mokrego jedzenia jestem w stanie wystrzelić kroplomierzem do ust. Nie wspominając już o traumie, która zmusza go do codziennego przyjmowania dwóch przepisanych tabletek; na początku wymagało tylko dwóch prób na pigułkę, ale teraz oczekuje go i walczy. Ta biedna drobna postać przeżywa tak wiele traumy, że próbuje zmusić go do wzięcia lekarstw, że ukrywa się pod stołem, a ja w bałaganie łez, że próbuję wcisnąć je sobie do gardła w kółko, aż w końcu zabiera i cały ból, który musi go spowodować.

Muszę się zastanawiać, czy warto. Ponieważ nieznacznie się poprawia. Ale nadal jest ociężały jak worek ziemniaków, a zamiast mruczeć w porywający sposób, jak kiedyś, brzmi słabo i ziarniście.

Ale to mruczenie jest czymś, co wciąż robi, za każdym razem, gdy się do niego zbliżam. Nawet po codziennym urazie związanym z przyjmowaniem leków. Ponieważ jest takim słodkim chłopcem, takim silnym małym człowiekiem. Mój osobisty curmudgeon, który 8 lat temu wybrał mnie na swojego osobistego człowieka.

Widząc, że leczenie opisane przez weterynarza jest tak intensywne i najwyraźniej tak mało prawdopodobne, aby zadziałało, myślę, że nadszedł czas, aby pożegnać się z moim najlepszym przyjacielem w tym tygodniu lub w następnym.

Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Rozumiem, że tak naprawdę nie ma „złego” sposobu na żałobę, ale jako osoba bez przyjaciół, która ma tak wiele mrocznych tajemnic i żyje w bardzo małym własnym świecie, jak mogę pożegnać się z tą istotą z którym mam głęboką więź? Jak mogę pożegnać się z jego inteligentnym, złotym spojrzeniem?

Ale co więcej, jak mogłem obserwować go dokąd i cierpieć?

W tym tygodniu jest to z dnia na dzień. Ale przyjedź na spotkanie w piątek, będę musiał podjąć decyzję. I myślę, że już wiem, co to jest.

Nigdy więcej nie będę mieć zwierzaka takiego jak Eddie. Wiem to. Ale kiedy dostałem wiadomość w zeszły piątek o prawdziwej głębokości jego choroby i o tym, że będę musiał go stracić, wkrótce nie poczułem tylko żalu.

Czułem wdzięczność. Intensywne, przytłaczające iskry wdzięczności. Ponieważ muszę go mieć w swoim życiu. Z powodu więzi między nami a całym dobrem, które utrwalała przez lata. Przyszedł do mojego życia dokładnie wtedy, gdy go potrzebowałem. I choć wciąż czuję, że go potrzebuję, desperacko jestem tak wdzięczny za wszystko, co dał mi ten mały, pulchny kot.

Jest i zawsze będzie moją małą koteczką bratnią duszą.

I jestem za to bardzo wdzięczny.

Dziękuję za przeczytanie. Jeśli masz, przytul dziś swojego zwierzaka. Baw się z nimi, kochaj je, karm je pysznym i zdrowym jedzeniem. To dla nas takie prezenty.

26 września 2018 r. Około 16:00 Eddie zmarł spokojnie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa.